wtorek, 16 lipca 2013

Dobre wrażenie, niezłą wizytówką.

       Stoję nad przepaścią. Z podciętych nadgarstków płynie krew. Chłodny wiatr owiewa mi ramiona. Blask księżyca muska światłem policzki. Już czas. Robię jeden krok do przodu. Pochylam się nad czarną otchłanią. Skaczę.

       Obudziłam się gwałtownie siadając na łóżku. Byłam spocona, ale było mi strasznie zimno. Zerknęłam na zegarek stojący na regale z książkami. 3:24. Westchnęłam głośno i wygramoliłam się spod kołdry. Musiałam się nieźle w nocy kręcić bo trochę mi to zajęło. Normalnie kocham takie koszmary...Podeszłam do okna i przymknęłam je bo było otwarte na oścież. Pocierałam sobie ramiona próbując je choć trochę ogrzać i patrzyłam na nocny krajobraz leśny. Boże jak ja kocham las. Widok wysokich drzew zawsze napawał mnie spokojem i uczuciem bezpieczeństwa. Po takich snach zazwyczaj potrzebuję dawki cukru, ale nie chciało mi się gotować wody na czekoladę więc po prostu wzięłam koc z łóżka i opatulając się nim, usiadłam na krześle przy oknie. Siedziałam tak rozmyślając o wszystkim i o niczym i jak zwykle nic nie wywnioskowałam. Cała ja. Kiedy powieki miałam już jak z ołowiu w końcu doczołgałam się do wyra i zasnęłam po 5 minutach układania sobie pościeli.
       Rano, jak co rano poranna toaleta. Sięgałam właśnie po krem na blizny ale się rozmyśliłam. Jestem inna, co z tego? Cięcie się to nie jest powód do dumy, ale do wstydu też nie.
Pociągnęłam rzęsy maskarą i nałożyłam trochę korektora, włosy upięłam w luźnego kłosa. Ubrałam się szybko w jakieś ciemne rurki, bluzę purpurową z wielką czarną gitarą i czarne conversy. Wychodząc złapałam ze stołu croisanta, telefon i torbę z książkami. Do szkoły odprowadziły mnie rytmy Thousand Foot Krutch, a po szkolnych korytarzach wrzaski uczniów. Jak miło...Szkoda że nie mam jakichś nauszników czy czegokolwiek żeby sobie zapchać uszy. To dopiero drugi dzień szkoły a ja już mam totalnie dość. Jeśli będę miała jeszcze raz takie koszmary jak dzisiejszej nocy to idę spać pod namiot do lasu. 
-Ta i co jeszcze? Będziesz szukać Tarzana?-ofuknęłam się w myślach. Szłam sobie tak spokojnie nikomu nie wadząc, aż tu nagle ktoś popchnął mnie od tyłu i poleciałam na szafki. Odwróciłam się powoli próbując się opanować widząc niskiego Rudzielca, z którym ucięłam sobie pogawędkę na rozpoczęciu. 
-Masz jakiś problem?-zapytałam starając się nie ściągnąć mu tego okropnego uśmieszku pięścią. Patrzył na mnie przez chwile po czym machnął głową na schody gdzie stał jakiś wielki osiłek z założonymi rękami i obserwował mnie. 
-Poznaj mojego kuzyna Briana. Jeśli jeszcze raz będziesz mi grozić to porozmawiasz sobie z nim.-wskazał palcem na ''pudziana''.
-No to może zaprowadzisz mnie od razu do swojej mamy, co? Taki z ciebie twardziel że się zasłaniasz kuzynem? Mało mnie obchodzisz, ale nie chce kłopotów na początku szkoły, więc jak dasz mi święty spokój to odwdzięczę ci się tym samym.-Uniosłam pytająco brwi czekając na jego reakcje aż wreszcie speniał, kiwnął głową i poszedł sobie. Rzuciłam jeszcze okiem na kolesia na schodach i spróbowałam się przemknąć niezauważona na inne piętro kiedy zatrzymał mnie głos Piotrka.
-No, no, jestem pod wrażeniem. -stał oparty o szafkę i przyglądał mi się z rozbawionym wyrazem twarzy. Nogi już odmawiały mi posłuszeństwa, ale jeszcze stałam. 
-Nie ma o czym dyskutować. Idziesz na lekcje?-przybrałam obojętny ton z myślą, że może uda mi się ukryć przed nim to jak na mnie działa. 
-Ledwo się pohamowałaś, żeby mu nie przyłożyć. Szybko wpadasz w furię. Ale coś tak myślę, że akurat jemu to każdy z chęcią by mu przywalił.-rzucił mi okrutny uśmieszek i poszliśmy razem na pierwszą lekcję gadając o tym kto by mocniej przyłożył Rudzielcowi.
       Po lekcjach, które były nudne jak flaki z olejem, przypomniało mi się, że muszę oddać Piotrkowi kartkę. Jak mu nie oddam to może mi już więcej nie pożyczy. Złapałam go jak wychodził ze szkoły, ale musiałam trochę pobiec, czym przysporzyłam sobie niezłej zadyszki. Muszę chyba zacząć biegać czy coś...
-Piotrek! Czekaj, eeee..ja chciałam ci...oddać tą kartkę...no wiesz...-wydyszałam z siebie próbując złapać oddech. Podałam mu kartkę a on spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Zgaduję, że nie uprawiasz  żadnego sportu.
-Raczej nie, ale chyba zacznę...
-Jak chcesz to możesz biegać rano ze mną. Mieszkam chyba niedaleko ciebie. Fajnie będzie mieć jakieś towarzystwo.-dodał trochę zakłopotany. 
Wow. Zaskoczył mnie trochę, ale to był nawet dobry pomysł. Nawet nie chce myśleć o tym, o której musiałabym wstać żeby iść sobie z nim podyszeć...
-No dobra, czemu nie. Ale to gdzie i kiedy?-uśmiechnęłam się zachęcająco na co Piotrek chyba nieco się rozluźnił.
-No ja zawsze biegam tak przed szkołą, więc może o 6:30? pobiegamy pół godziny na początek, bo dłużej chyba nie wytrzymasz.
CZY ON ZE MNIE KPI?! 6:30?! Ja o tej godzinie nawet do szkoły nie wstaje...Ukryłam zdziwienie i podałam mu swój adres. Okazało się, że mieszkamy dość blisko siebie. Gdyby nie to, że musiałam jeszcze iść do sklepu to moglibyśmy pójść razem do domu, ale nie. Mojej mamie akurat zachciało się burrito! No trudno. pożegnaliśmy się i rozeszliśmy. 
       Wieczorem szukałam w szafie czegoś co mogłabym założyć na taki jogging. Choć pewnie to będzie coś w rodzaju ''Biegnij, biegnij, ja cie dogonię tylko złapię oddech'', czyli ja sobie chodzę a Piotrek sobie biega. Wyciągnęłam jakieś krótkie spodenki, bluzę i adidasy. 
-Noooo. To jestem gotowa.-powiedziałam na głos i położyłam się do łóżka.







Hej.;3 pisałam tą notkę chyba ze 3,5 godziny więc mam nadzieję, że wam się podoba.;)

wtorek, 2 lipca 2013

Początek nowej historii.


*2 miesiące później...

-Witam wszystkich na rozpoczęciu roku w liceum ogólnokształcącym numer 4, cieszę się, że mogę was powitać w murach naszej placówki.-No, jak widzicie jestem w liceum. Nie wierzyłam, że się tu dostane ale jakimś cudem się udało. Po dwóch zdaniach dyrka już miałam dosyć. Nigdy nie lubiłam tego typu uroczystości. Do tego jakiś dupek z rudą czupryną co chwila mnie zaczepiał ciągnąc za kosmyk moich włosów. Po 6 szarpnięciu wyszłam z siebie, odwróciłam się do niego i warknęłam mu prosto w twarz.
-Jeszcze raz mnie dotkniesz gnojku, a tak ci przyjebe, że będziesz niósł do domu swoje zęby w torebce. Zrozumiano?
Chłopak spojrzał ze strachem na swoich kolegów i cała trójka zwiała do ostatniego rzędu. Odwróciłam się z powrotem i dalej słuchałam nudnej przemowy dyrka dopóki nie kazał nam się rozejść do klas. Szłam powoli szukając sali z numerem 116, która miała być moją klasą. Miałam na sobie czarne rurki, białą koszulę za tyłek z długimi rękawami (żeby zakryć blizny) i  czarnym paskiem w talii oraz czarne conversy. Tak wiem, co za bezguście zakłada trampki na uroczystość, ale może powiecie to mojemu kotu, który rano zlał mi się w balerinki?! No nieważne...W końcu znalazłam moją sale i weszłam po cichu. Rozejrzałam się po klasie i naliczyłam chyba ze 20 uczniów. Pani która stała przy biurku pewnie jest moją wychowawczynią.
-Witam panno...-powiedziała pytającym wzrokiem idąc w moją stronę.
-Wroniewska.-odpowiedziałam.
-Witam panno Wroniewska. Jestem twoją wychowawczynią, bardzo mi miło. Znajdź sobie jakieś wolne miejsce i przepisz plan lekcji z tablicy.
-D...dobrze, dziękuję.-czy ja się właśnie zająknęłam?! Co się ze mną dzieje? To pewnie ten stres, przecież nikogo tu nie znam. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam na poszukiwanie wolnej ławki. Nie miałam za dużo wyboru, ponieważ wolna była tylko jedna. Usiadłam i uświadomiłam sobie, że nie mam  żadnej kartki ani długopisu. Brawo Roksana. No nic, może ktoś mi pożyczy. Szturchnęłam lekko chłopaka, który siedział po mojej prawej stronie i dopiero wtedy zobaczyłam jakie z niego ciachoooo. Patrzył na mnie z życzliwym uśmiechem. Miał troszkę dłuższe czarne włosy spadające mu na oczy, ładnie zarysowane kości policzkowe i pełne usta. Był ubrany w ciemno-szare rurki białą okazyjną koszulę i CZARNE CONVERSY. Nie no bosko, ciekawe czy on też ma kota. Z jego dziwnego spojrzenia zrozumiałam, że trochę za długo mu się przyglądam więc starając się żeby mój głos zabrzmiał pewnie zapytałam.
-Mógłbyś mi pożyczyć jakąś kartkę i długopis? Nie pomyślałam, żeby wziąć coś z domu.
Uśmiechnął się szerzej pokazując rząd białych zębów, wyrwał kartkę z notesu i podał mi razem z długopisem.
-Dzięki, zaraz ci oddam.-powiedziałam i żeby nie zobaczył że się rumienie wzięłam się za przepisywanie planu z tablicy. Kiedy skończyłam oddałam mu długopis z podziękowaniami czym zarobiłam sobie na kolejny uśmiech, od którego zmiękły mi kolana.
-Nie ma sprawy. Tak w ogóle to jestem Piotrek.-Powiedział podając mi rękę. Uścisnęłam ją lekko i uśmiechnęłam się.
-Roksana, miło cię poznać.
-Ciebie też, do zobaczenia jutro.-odpowiedział wstając, a ja dopiero teraz się skapnęłam, że wszyscy wychodzą z sali.
-Yyyy..Tak, tak do zobaczenia.-dodałam i wyszłam za nim z klasy. Wychodząc ze szkoły, spojrzałam w niebo. Słońce świeciło, zero chmur, łagodny wietrzyk. Nie chciało mi się jeszcze iść do domu więc poszłam na spacer do parku przy szkole. Fajnie było tak chodzić i przez chwilę poczuć się normalnie. Starałam się nie myśleć, że pod rękawami i spodniami mam wielkie blizny po licznych ranach, które zadawałam sobie aby dać upust negatywnym emocjom. Nie cięłam się już 2 miesiące. Nie myślałam, że tyle przetrwam, ale się udało. Kiedy byłam zła to brałam gitarę i grałam jakieś żywe piosenki, żeby odciągnąć myśli od gniewu, albo pisałam wiersze czy piosenki. Kocham muzykę, ona daje mi siłę w trudnych chwilach. Dużo ich było...Ostatnio nie było tak źle, ale wtedy na koniec roku, myślałam, że oszaleje. Koledzy z klasy pomyśleli, że zrobią mi psikusa na koniec. I tak się już pewnie nie zobaczymy więc po co zostawiać wariatkę w spokoju, co nie? No więc wpadli na genialny pomysł, zamknięcia mnie z kolegą w boksie na szczotki. Chcieli ''sprawdzić'' czy mam pocięte cycki...Koleś zaczął się do mnie dobierać i obmacywać więc mu przywaliłam w nos. Od razu poleciała mu krew. Złapał się za twarz i zaczął krzyczeć na cały głos.
-Ty tnąca się dziwko, patrz co zrobiłaś! Zapłacisz mi za to świrusko! Nie dziwie się, że nikt cię nie lubi. Idź się potnij! A najlepiej od razu się zabij, będzie dla wszystkich lepiej!- po tym ''przemówieniu'' krzyknął do kolegów, żeby otworzyli drzwi i poszli sobie obgadując mnie i wyśmiewając. Nie zniosłam tego, i bardzo to przeżyłam. Ale nieważne...To już przeszłość. Liczy się teraz i nie zamierzam, tego spieprzyć. Będę żyła tak jak zawsze chciałam.


Hej, chciałabym wiedzieć czy wam się narazie podoba opowiadanie, więc będę wdzięczna jeśli zostawicie po sobie jakiś komentarz.;3 Dzięki xd



poniedziałek, 1 lipca 2013

Prolog.

...Weszłam do domu, trzaskając drzwiami. Zignorowałam krzyki rodziców, którzy wołali do mnie, pytając ,,co ja sobie wyobrażam?!'' Nie zdejmując butów pobiegłam od razu do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Chciałam być sama. Usiadłam w kącie na łóżku i cicho się rozpłakałam. Szlochałam ze 20 minut, czułam spuchnięte oczy pod dotykiem palców. Moje myśli co chwila wracały do sytuacji z przed chwili. Tak bardzo nie chciałam do tego wracać, ale jestem coraz słabsza i nie daję już rady tego wytrzymać. Cierpienie ze mną wygrywa...Dlaczego czuję się samotna kiedy wokół jest tyle ludzi?!
Włożyłam rękę do mojej kryjówki w poszewce poduszki i wyszukałam ręką małego ostrego przedmiotu. Taka mała metalowa żyletka, a ile zmieniła w moim życiu. Podciągnęłam rękaw lewej ręki do samego łokcia, patrząc z obrzydzeniem na własną skórę. Cała w ciemnych bliznach przypominała mi o moim życiu. Nawet nie wiem czy mogę to nazwać życiem...Przyłożyłam ostrą krawędź do kawałka zagojonej skóry i mocno przycisnęłam. Powoli coraz głębiej przesuwałam żyletkę w dół. Strużka krwi wolno popłynęła po nadgarstku. Robiąc już 6 kreskę dotarło do mnie co robię. Otworzyłam szeroko oczy patrząc na rany które sobie zadałam. Przez to tylko JA cierpię! Rzuciłam żyletką z całej siły przez cały pokój. Uderzyła o okno i spadła na podłogę. JEZU! Nie mogę patrzeć na siebie. Co się ze mną stało w gimnazjum? 3 lata temu byłam taka szczęśliwa, a teraz nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz się uśmiechnęłam...Są wakacje, za dwa miesiące idę do liceum. Pokaże się nowym ludziom w takim stanie? Czy chce powtórzyć historię z gimnazjum? NIE. Wiem, że sobie poradzę. Nie chcę już tak żyć. Chcę znowu być szczęśliwa i żeby moimi problemami było np. pytanie w co się ubrać, a nie to, czy wyrzuciłam do śmieci zakrwawione chusteczki. Nie chcę więcej żyć w cierpieniu i samotności. Czas coś z tym zrobić...


Wprowadzenie.

Cześć wszystkim.;)


Jestem Natalia, stworzyłam tego bloga dla ludzi, którzy potrzebują choć przez chwile odgryźć się od szarej rzeczywistości, i pożyć życiem innych. Będę pisała tutaj opowiadanie o dziewczynie, która boryka się z wieloma problemami, z którymi nie potrafi sobie sama poradzić. Próbuje różnych sposobów aby przestać cierpieć, niestety, nie wszystkie pomagają a wręcz jeszcze bardziej pogrążają...Czy dziewczyna sobie poradzi? Tego jeszcze sama nie wiem. Opowiadanie będzie się składało częściowo z moich własnych doświadczeń. Nie jestem osobą bez problemów i nie ukrywam że nie próbowałam wielu sposobów by się ich pozbyć. Zachęcam was do dzielenia się z innymi waszymi własnymi życiowymi doświadczeniami. Pomóżmy sobie nawzajem, i wspólnie zwalczajmy nasze cierpienie.